Opowieści Podróżne

chiang mai co zobaczyc

Co warto zobaczyć w Chiang Mai i okolicach? [2022]

Spis Treści

Chiang Mai – niegdyś stolica królestwa Lan Na, a obecnie główne miasto północnej Tajlandii, Mekka cyfrowych nomadów z całego świata i świetna alternatywa dla osób, które chcą poznać „Kraj Uśmiechu” z nieco innej, mniej rajskiej perspektywy. Chociaż to kwestia gustu, bo dla jednych rajem są tropikalne wysepki, dla innych – góry pokryte bujną roślinnością. Drogi czytelniku, nie przedłużając: poznaj Chiang Mai!

A teraz odpowiedzmy sobie na jedno (wiadomo, zajebiście) ważne pytanie:

Co warto zobaczyć w Chiang Mai?

Coś dla duszy i ciała, dobre jedzonko i aktywny wypoczynek. Masaże, świątynie i bary. Słowem – wszystko to, po co jeździ się do Tajlandii znajdziesz w Chiang Mai! Z wyjątkiem oceanu. Ale to szczegół 😉

Świątynie w Chiang Mai

Jeśli lubisz standardowe zwiedzanie, Chiang Mai jest miastem pełnym pięknych i różnorodnych świątyń. A nawet jeśli nie jesteś fanem lub fanką takiego spędzania wolnego czasu to idę o zakład, że tak czy siak odwiedzisz przynajmniej jedną z nich. Ot, choćby dla walorów estetycznych – bo to po prostu urokliwe, warte zobaczenia miejsca.

Oto cztery świątynie, które szczególnie zapadły mi w pamięć.

Wat Phra That Doi Suthep

Moim zdaniem zdecydowanie najciekawsza ze wszystkich świątyń znajdujących się w Chiang Mai. No właśnie, czy na pewno w?

Otóż świątynia została zbudowana około 15 kilometrów od centrum Chiang Mai na górze Doi Suthep. Aby się tam dostać musisz albo wynająć własny środek transportu, albo po prostu zapłacić za podwózkę. Możesz też dostać się tam pieszo szlakiem mnichów (Monk’s Trail). Sam z chęcią wybrałbym właśnie ten sposób. Niestety – przez pandemię w marcu 2022 szlak był zamknięty. Co ma pandemia do pieszego szlaku na górę? Nie wiem do dziś. 

Już tylko 309 schodów zostało do wejścia na szczyt.

Po pokonaniu kilkunastu serpentyn i dotarciu na wysokość ponad 1000 metrów będziesz już prawie na miejscu. Na twojej drodze pozostanie pokonanie 309 schodów z imponującą balustradą ozdobioną Nagami, czyli pomnikami wężokształtnych bóstw wodnych z mitologii hinduskiej, które przeniknęły również do buddyzmu. Luźna rozkmina – stąd wzięło się imię Nagini, węża Voldemorta.

Sam kompleks świątynny ocieka złotem i to prawie dosłownie. Z ciekawostek, według lokalnych wierzeń w świątyni znajdują się relikwie samego Buddy, które miały się tu dostać na grzbiecie białego słonia. 

Złota pagoda na szczycie.

Wat Chedi Luang

Najbardziej charakterystycznym elementem kompleksu świątynnego Wat Chedi Luang są pozostałości ogromnej, piętnastowiecznej stupy, która była najprawdopodobniej największym (82 metry) budynkiem istniejącego do XVIII wieku Królestwa Lan Na. Jako, że Tajowie lubią sobie ułatwiać sprawę jeśli chodzi o nazewnictwo świątyń “Wat Chedi Luang” tłumaczy się po prostu jako “Świątynię Wielkiej Stupy”.

Wat Chedi Luang w Chiang Mai
Wat Chedi Luang, czyli pozostałości ogromnej stupy w Chiang Mai

Miejsce to przez kilkadziesiąt lat było domem najważniejszego posążku w całej Tajlandii, czyli Szmaragdowego Buddy, którego obecnie możesz podziwiać w świątyni Wat Phra Kaew na terenie Wielkiego Pałacu Królewskiego w Bangkoku.

Na początku lat 90. chedi zostało zrekonstruowane dzięki środkom przekazanym przez UNESCO i rząd Japonii. W 1995 roku w zrekonstruowanej niszy wschodniej umieszczono kopię posągu Szmaragdowego Buddy wykonaną z czarnego jadeitu. Ikona nosi oficjalną nazwę Phra Phut Chaloem Sirirat, ale jest powszechnie znana jako Phra Yok.

Wat Phra Singh

Nie tylko kościoły i meczety mogą być zbudowane z prawdziwym przepychem. Buddyści również potrafią zrobić użytek ze złota i innych drogocennych materiałów. Doskonałym tego przykładem jest Wat Phra Singh w centrum Chiang Mai.

świątynia Wat Phra Singh w Chiang Mai
Wat Phra Singh robi wrażenie!

Kompleks świątynny powstał najprawdopodobniej w XIV wieku a jego renowacja z lat dwudziestych ubiegłego stulecia oraz pomniejszych prac konserwacyjnych z pierwszej dekady obecnego wieku nadała mu aktualny, imponujący kształt. 

Centralnym budynkiem jest Viharn Luang – kolumnowa, trzynawowa aula. Co ciekawego zobaczysz w środku? Na pewno zwrócisz uwagę na piękne mozaikowe wnętrze oraz przerażająco realistyczne figury mnichów w pozycji lotosu “strzegące” posągu złotego Buddy.

mnisi w Wat Phra Singh
Niepokojąco realistyczne woskowe figury mnichów

Oprócz tego kompleks składa się z biblioteki, kilku mniejszych chedi, kwater mieszkalnych dla mnichów oraz niewielkiego budynku z wizerunkiem Buddy. Moim zdaniem zdecydowanie warto odwiedzić, pokręcić się po terenie świątyni i spróbować wczuć się w klimat tego miejsca.

Wat Suan Dok

Chyba moja ulubiona z wymienionych czterech świątyń w Chiang Mai. Jej największą zaletą jest to, że znajduje się poza centrum, przez co niewielu przyjezdnym chce się tam fatygować. Wat Suan Dok zbudowano w miejscu, które niegdyś było pełnym kwiatów ogrodem należącym do władcy Chiang Mai.

Wat Suan Dok jest stosunkowo rzadko odwiedzaną świątynią.

Co odróżnia akurat ten kompleks od pozostałych? Otóż dookoła centralnej, złotej chedi (w której podobno są relikwie samego Buddy) znajduje się kilkadziesiąt mniejszych. I wszystkie są białe! Lekki dyskomfort może u kogoś budzić fakt, że w każdej z tych białych chedi znajdują się prochy członków rodziny królewskiej. Mnie osobiście to nie rusza – mieszkam we Wrocławiu, gdzie właściwie gdziekolwiek nie pójdziesz to stąpasz po starym cmentarzu.

Pójdź na drinka do kooperatywy seksworkerek

Tajlandia mocno kojarzy się z seksturystyką. Dzielnice czerwonych latarni w stołecznym Bangkoku czy nadmorska Pattaya to najpopularniejsze z miejsc, w których można skorzystać z wszelkiej maści seksualnych rozrywek – od tych standardowych po najbardziej pokręcone i dziwaczne.

Seksturystyka w Tajlandii

Szacuje się, że przed pandemią w Tajlandii było od 200 000 do nawet ponad miliona seksworkerów. Według Forbesa, około pół miliona turystów rocznie korzystało z usług seksualnych. Seksbiznes generował 25 miliardów USD w skali roku, co odpowiadało 12% PKB Tajlandii (sic!).

Niestety, większość osób z tej branży nie ma zapewnionych godnych warunków pracy i życia. Niezależnie od tego, jakie masz do tego podejście musisz wiedzieć, że ocenianie wszystkich jedną miarą jest bardzo niesprawiedliwe. Bardzo serdecznie zachęcam do przeczytania zbioru reportaży Urszuli Jabłońskiej “Człowiek w przystępnej cenie”, gdzie autorka porusza sporo trudnych tematów ukrytych za fasadą tajskiego uśmiechu.

To właśnie z tej książki zaczerpnąłem pomysł na dosyć niestandardowe spędzenie wieczoru, czyli wizytę w barze prowadzonym przez “wyzwolone” seksworkerki. Co to oznacza?

Bar Can Do! w Chiang Mai
Bar Can Do! znajduje się poza centrum Chiang Mai – ale warto tam pojechać!

Bar Can Do! w Chiang Mai

Otóż bar Can Do! nie znajduje się w rękach jakiegoś typa spod ciemnej gwiazdy. Jest w 100% własnością seksworkerek ze fundacji Empower, która zajmuje się ochroną praw osób z tej branży. W przeciwieństwie do większości tego typu lokali pracujące w Can Do! dziewczyny (nie widziałem facetów i ladyboys) podlegają ubezpieczeniom społecznym, mają zapewnione co najmniej minimalne wynagrodzenie za swoje usługi, płatne nadgodziny, dni wolne od pracy, płatny urlop, możliwość wzięcia chorobowego oraz wszelkie pozostałe korzyści wynikające z tajlandzkiego kodeksu pracy.

Możesz pójść z pracującą tam dziewczyną do pokoiku ale tylko jeśli sama tego chce. Jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, musisz się postarać żeby coś z tego było. Jeśli tak jak ja odwiedzisz Can Do! wyłącznie z czystej ciekawości, to możesz po prostu uciąć sobie pogawędkę, napić się piwa (Twoja butelka zostanie ubrana w gustowne wdzianko) i przejść się po barze.

wnętrze baru Can Do!
Wystrój baru nawiązuje do seksworkingu – branży, która w Tajlandii daje zatrudnienie nawet milionowi osób.

Jego wystrój stanowi coś na kształt mini-muzeum prostytucji w Tajlandii. Oprócz standardowego wyposażenia, czyli baru, stolików i stołu do bilarda od razu dostrzeżesz małą scenę, kilka rur do tańca, ogromny but na obcasie, wannę z karteczkami informującymi o przysługujących dziewczynom udogodnieniach w ich pracy, i dziesiątki przeróżnych pierdółek na ścianach.

Można na nich przeczytać historie opisujące skąd wzięła się popularność seksturystyki w tym rejonie świata, rozmaite zdjęcia, koszulki (można kupić), szafkę z figurkami, czy co-nieco erotycznych gadżetów. 

Zdaję sobie sprawę, że Can Do! to nie miejsce dla każdego ale moim zdaniem warto tam wpaść. Choćby po to, żeby poszerzyć swoje horyzonty.

Kup coś na nocnym targu w Chiang Mai

W Chiang Mai jest aż 11 nocnych targów! Niektóre z nich odbywają się codziennie, inne – te większe i ciekawsze – w konkretny dzień tygodnia. A wisienką na torcie jest słynny Sunday Night Market, który, zgodnie z nazwą, odbywa się w każdą niedzielę.

nocny targ w Chiang Mai
W każdą niedzielę ulica Ratchadamnoen w Chiang Mai zamienia się w ogromny nocny targ uliczny.

Niedzielne targowisko rozciąga się wzdłuż ulicy Ratchadamnoen od strony bramy ThaPae, będącej fragmentem oryginalnych murów miejskich. Zazwyczaj sprzedawcy rozkładają się około godziny 16:00 i zwijają swoje tymczasowe interesy mniej więcej o 22:00. Na czas niedzielnego targu droga jest zamknięta dla ruchu pojazdów (chociaż od czasu do czasu trafi się jakiś motocyklista nie respektujący tego zakazu).

Na niedzielnym nocnym targu w Chiang Mai znajdziesz kilkaset straganów, przy których możesz kupić rękodzieło, ubrania, pamiątki oraz oczywiście jedzenie!

Z racji tego, że byłem zainteresowany przede wszystkim tym ostatnim, odwiedziłem niejeden zaułek gastronomiczny i, szczerze powiedziawszy, obżarłem się tak, że to aż nieprzyzwoite! Szczególnie polecam ten znajdujący się w pobliżu świątyni Wat Muen Lan. Jest tam najwięcej street foodowych stoisk i największa różnorodność potraw do wyboru.

Na targu jest dość tłoczno, szczególnie gdy odbijesz w mniejszą, wąską uliczkę. Warto poświęcić na niego minimum 2 – 3 godziny.

Zrelaksuj się podczas masażu

Nie będę się tu rozwodził na temat tajskiego masażu i tego, że to must-do podczas pobytu w Kraju Uśmiechu. Z dobrych porad wujka Michała zapamiętaj sobie, że przed podjęciem decyzji o wizycie w konkretnym salonie masażu warto zrobić chociaż podstawowy research. W przeciwnym razie możesz trafić do miejsca, gdzie masaż jest tylko początkiem (no chyba, że akurat na tym Ci zależy), lub gdzie cena nie idzie w parze z jakością.

Jeśli zastanawiasz się gdzie w Chiang Mai pójść na masaż to świadomy praw i obowiązków polecam Ci odwiedzenie miejsca, które na Google zwie się “Thai Massage – Lar massage, Lar’s home”.

Jedyne zdjęcie jakie udało mi się strzelić u Larsa.

Pan Lar (stąd nazwa miejsca) jest profesjonalnym masażystą i nie będzie próbował Cię zbałamucić, to pierwszy plus. Po drugie, jak na Taja mówi całkiem nieźle po angielsku i z chęcią opowiada o historii tej tradycji. Po trzecie, kilkanaście lat temu spędził pół roku w Gdyni, gdzie świadczył usługę tajskiego masażu a jedną z jego klientek była nieżyjąca już aktorka, Anna Przybylska!

💵 300 BHT za godzinną sesję

Zjedz Khao Soi!

Khao Soi jest kulinarną wizytówką północnej Tajlandii i po prostu pysznym daniem, obok którego nie powinieneś przejść obojętnie. To gęsta, mocno przyprawiona zupa oparta na mleku kokosowym, serwowana z mnogością dodatków, do których zalicza się mięso, smażony makaron, cebula, szalotka, kolendra, limonka i marynowane warzywa.

I chociaż wydawać by się mogło, że istnieje jeden uniwersalny przepis na to danie, to w Chiang Mai istnieją restauracje wyspecjalizowane wyłącznie w serwowaniu różnych wariantów khao soi. 

Khao Soi, danie z Chiang Mai
Khao soi było miłością od pierwszego kęsa ❤️

Nie śmiem stworzyć listy najlepszych restauracji serwujących to danie – myślę, że byłoby to z mojej strony nieuczciwe, jako że spędziłem w Chiang Mai zaledwie dwa tygodnie. Nie pozostawię Cię jednak bez pomocy – w tym miejscu znajdziesz zestawienie 5 miejsc, które według kulinarnego blogera-ekspata mieszkającego w Tajlandii od ponad 13 lat serwują wyjątkowo dobre khao soi.

Zdecydowałem się wybrać do polecanej przez niego miejscówki o nazwie Khao Soi Mae Manee. Dlaczego tam? Z prostej przyczyny – było najbliżej naszego noclegu. I absolutnie się nie zawiodłem! Spośród 7 różnych khao soi jakie jadłem w Chiang Mai to było zdecydowanie najlepsze.

Pójdź na warsztaty kulinarne

Skoro mowa o jedzeniu, to co powiesz na warsztaty kulinarne?

Powiem szczerze, że przed odwiedzeniem Tajlandii nie brałem w czymś takim udziału. Nie dlatego, że nie chciałem lub nie wiedziałem, że można. Raczej wynikało to z braku czasu i/lub kasy. Tym razem postanowiłem nie odpuścić i zupełnie nie żałuję swojej decyzji!

Nasz wybór padł na szkołę gotowania Zabb-E-Lee, co w wolnym tłumaczeniu oznacza “Przepyszne”. Skusiły nas bardzo wysokie opinie na Google (średnia 5,0 przy ponad 300 ocenach, nieźle!).

Rolowanie tajskiej wersji spring rollsów.

O umówionej godzinie (8:30) nasza czwórka Farangów (określenie białasa w Tajlandii) wsiadła na pokład busika, który zabrał nas na lokalne targowisko. Naszą przewodniczką, a jak się później okazało również nauczycielką gotowania, była przesympatyczna Tajka, która przedstawiła się jako Rainy. Na targu spędziliśmy około 40 minut, podczas których zaopatrzyliśmy się w konieczne składniki, a Rainy opowiadała nam na co zwracać uwagę podczas zakupu tego czy tamtego. Następnie pojechaliśmy do samej szkoły gotowania.

Już sam teren szkoły gotowania Zabb-E-Lee robi niesamowite wrażenie. Piękna, nowoczesna, drewniana wiata w sąsiedztwie soczyście zielonych pól uprawnych. Cudo! 

Przejdźmy jednak do samych warsztatów.

Gotowanie

Warsztaty obejmują przygotowanie po jednym daniu z pięciu różnych kategorii:

  1. Przystawkę – spring rollsy klasyczne, tajskie spring rollsy lub moją ukochaną sałatkę z zielonej papaji.
  2. Stir fry – pad thai, cashew nut z kurczakiem lub smażony ryż z ananasem.
  3. Zupę – tom yum, tom kha kai lub tom zabb.
  4. Pastę curry (która będzie bazą dla curry) – zieloną, massamun, panang lub khao soi (jeszcze raz powtórzę – będąc w Chiang Mai MUSISZ spróbować khao soi!).
  5. Curry – zielone, massamun, panang lub khao soi.
  6. I bonus! Każda osoba robi najsłynniejszy tajski deser, czyli mango sticky rice.

khan soi i mango sticky rice
Nic nie smakuje lepiej niż khao soi i mango sticky rice ugotowane własnoręcznie!

Jako, że byliśmy w czwórkę to oczywiście postanowiliśmy zrobić tak wiele różnych dań jak to tylko możliwe. Bo najlepszą zabawą bez dwóch zdań jest samo jedzenie przygotowanych przez siebie posiłków!

Ale oczywiście first things first bo najpierw trzeba było je ugotować. Rainy prowadziła warsztaty naprawdę znakomicie. Pokazała nam jak w prawidłowy sposób ciachać, siekać, ciąć, smażyć, dusić, blanszować i mieszać wszystkie składniki żeby osiągnąć jak najbardziej zadowalający efekt. 

Co ważne, ominęła nas większość najbardziej czasochłonnych (i tych mniej przyjemnych) czynności związanych z gotowaniem, takich jak mycie składników i ich obieranie. Ich przygotowaniem zajmowały się sekundujące Rainy panie kucharki.

Poza tym każde z nas miało własne stanowisko więc nie przeszkadzaliśmy sobie wzajemnie.

Po każdej sesji, czyli ugotowaniu dania, przystępowaliśmy do degustacji. Uwierz na słowo – nie wyjedziesz stamtąd głodny!

I kolejne efekty! Cashew nut z kurczakiem i zupa tom kha kai

Na końcu każde z nas otrzymało książeczkę z wszystkimi przepisami, do której regularnie wracam gdy najdzie mnie ochota na ugotowanie tajskiej szamki.

💵 1000 BHT za osobę

🕛 Około 5 godzin

Co zobaczyć w okolicach Chiang Mai?

Chiang Mai zdobyło swoją popularność nie tylko ze względu na to, że samo w sobie jest ciekawym miastem na mapie Tajlandii. To również świetna baza wypadowa do wielu wartych zobaczenia miejsc na północy “Kraju Uśmiechu”.

Oprócz wspaniałego doświadczenia, jakim było obcowanie ze słoniami w etycznym “Elephant Nature Park” oraz bardzo urokliwego “lepkiego wodospadu” (Sticky Waterfall) podczas naszego dwutygodniowego pobytu w Chiang Mai eksplorowaliśmy dwa bardzo ciekawe miejsca: Doi Inthanon oraz Ogród Botaniczny Królowej Sirikit.

Doi Inthanon i okolice

Jestem w trakcie pisania tego fragmentu ☺️. Proszę o odrobinę cierpliwości. A jeśli nie możesz się doczekać informacji o Doi Inthanon to napisz do mnie na Insta.

Ogród Botaniczny w Chiang Mai

Ogród Botaniczny Królowej Sirikit jest niezwykłym miejscem i potrzebuję jeszcze chwili, żeby opisać go w zadowalający dla mnie i dla Ciebie sposób. Jeśli już teraz coś Cię nurtuję – daj znać na priv!

FAQ Chiang Mai

Ile dni na zobaczenie miasta?

Jeśli dysponujesz względnie ograniczonym czasem, czyli przyleciałeś/aś do Tajlandii na standardowe 2-3 tygodnie, to 3-4 dni w Chiang Mai powinno Ci wystarczyć. Nam tak się spodobało, że siedzieliśmy 2 tygodnie.

Mam nadzieję, że mój wpis Ci się spodobał! ☺️

Staram się tworzyć mądry, wartościowy i przydatny content. Wpadnij na mojego Instagrama i poznaj mnie lepiej!

☝️☝️☝️

Inne naskrobane w tym temacie